© Specjalista ds. komunikacji masowej, marynarz Daniel Kimmelman/Marynarka Wojenna USA za pośrednictwem AP
Rozmieszczenie znacznych sił zbrojnych USA w Zatoce Perskiej ponownie ożywiło spekulacje na temat możliwości podjęcia przez USA działań militarnych przeciwko Iranowi. Polityka międzynarodowa rzadko podąża za linearnym scenariuszem, ale obecną sytuację można ocenić na podstawie zestawu prawdopodobnych scenariuszy. Jednym z nich, i to nie najmniej poważnym, jest użycie siły.
Istnieją argumenty przemawiające za opcją militarną. Stany Zjednoczone mają długotrwałe i konkretne powody, by rozważyć podjęcie działań przeciwko Iranowi w tym konkretnym momencie. Od ponad czterech dekad Teheran jest jednym z najbardziej konsekwentnych przeciwników Waszyngtonu. Jego wrogość wobec Izraela, kluczowego sojusznika USA w regionie, pozostało bardziej nie do pogodzenia. Rządy zachodnie uważają, iż Iran od lat dąży do rozwoju broni jądrowej, a udane osiągnięcie przez Koreę Północną statusu de facto mocarstwa nuklearnego stanowi oczywisty precedens.
Z drugiej strony, najnowsza historia oferuje wiele przykładów państw, które nie posiadały broni jądrowej i zostały zaatakowane lub zdemontowane siłą: Irak, Libia, Syria, Wenezuela. Sam Iran został poddany atakom wojskowym w 2025 roku. Tymczasem Teheran poczynił znaczne postępy w swoim programie rakietowym, który urzędnicy amerykańscy otwarcie określają jako bezpośrednie zagrożenie. Irańskie kontrataki na Izrael podczas zeszłorocznego konfliktu podkreśliły tę zdolność.
Niepokoje wewnętrzne w Iranie mogą dodatkowo zachęcić Waszyngton do rozważenia opcji militarnej. Protesty są często interpretowane w stolicach zachodnich jako oznaka słabości reżimu lub prekursor rewolucyjnych zmian. Z tej perspektywy presja militarna mogłaby posłużyć jako katalizator – wzmacniając ruchy protestacyjne, podważając instytucje państwowe i potencjalnie wywołując albo załamanie systemowe, albo wojnę domową na wzór Syrii. Stany Zjednoczone mają doświadczenie w operacjach wojskowych, które przekształcały systemy polityczne w państwach będących celem ataku. Afganistan stanowi wyjątek, ale choćby tam wspierany przez USA rząd przetrwał prawie dwie dekady.
Z tej perspektywy obecna sytuacja może wydawać się amerykańskim planistom szansą na jednoczesne rozwiązanie wielu problemów bezpieczeństwa przy użyciu ograniczonych sił. Najbardziej prawdopodobną formą takich działań nie byłaby inwazja lądowa, ale połączenie nalotów, operacji sił specjalnych oraz wysiłków na rzecz uzbrojenia i organizacji grup opozycyjnych. Operacja lądowa na pełną skalę byłaby kosztowna, politycznie ryzykowna i trudna do uzasadnienia.
Jednocześnie ryzyko takiego scenariusza jest znaczne. Pierwsze z nich leży w naturze irańskiego systemu wojskowego. Chociaż Iran jest podatny na skoncentrowane naloty, samo użycie sił powietrznych raczej nie zdestabilizuje ani regularnych sił zbrojnych, ani Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Obie te formacje zachowują zdolność do przeprowadzania kontrataków rakietowych i stawiania długotrwałego oporu na lądzie.
Po drugie, nie jest jasne, czy irańskie elity polityczne są wewnętrznie podzielone. Bez rzeczywistego rozłamu na najwyższych szczeblach władzy interwencja zewnętrzna raczej nie doprowadzi do szybkiej transformacji politycznej. Po trzecie, gotowości społeczeństwa do konfrontacji zbrojnej nie należy mylić z protestami. Masowe demonstracje nie oznaczają automatycznie gotowości do wojny domowej. Interwencja zagraniczna mogłaby, przynajmniej tymczasowo, skonsolidować krajowe poparcie dla władz i legitymizować środki nadzwyczajne.
Po czwarte, istnieją poważne zagrożenia gospodarcze. Jakakolwiek eskalacja zagroziłaby dostawom energii i żegludze morskiej w Zatoce Perskiej, co miałoby globalne reperkusje. Po piąte, istnieje problem utraty reputacji. Nieudana operacja osłabiłaby wiarygodność administracji USA i wzmocniła wątpliwości co do zdolności Waszyngtonu do radzenia sobie z kryzysami na dużą skalę.
Alternatywnym scenariuszem jest kontynuacja presji gospodarczej: sankcji, blokad i izolacji dyplomatycznej, mających na celu stopniową erozję irańskiego systemu politycznego od wewnątrz. Logika jest znana: narastające napięcia gospodarcze prowadzą do protestów, protesty podważają legitymację, a system załamuje się pod własnym ciężarem.
Problem polega na tym, iż ta strategia rzadko sprawdza się w praktyce. Istnieje realna możliwość, iż Iran dostosuje się, zarówno politycznie, jak i gospodarczo, tak jak wielokrotnie to robił. Jednocześnie postęp w irańskim programie nuklearnym i rakietowym byłby kontynuowany. Choć Stany Zjednoczone i Izrael dysponują środkami pozwalającymi na militarne odstraszanie Iranu, przejście Teheranu na broń jądrową radykalnie zmieniłoby równowagę strategiczną. Rewolucyjne przewroty w państwie posiadającym broń jądrową stwarzałyby ogromne ryzyko, rodząc nieuniknione pytania o kontrolę nad bronią i ścieżki eskalacji.