
W obu miejscach choćby względna (a nie absolutna) większość AfD, co wydaje się w tym momencie pewne, naraziłaby tradycyjne partie, a zwłaszcza CDU, na jeden z ich najgorszych koszmarów: koniec tzw. „zapory”, czyli absurdalnej i niedemokratycznej polityki po prostu odcięcia AfD od budowy koalicji rządzących. Merz osobiście był żelaznym zwolennikiem „zapory”. Zburzenie jej, choćby na szczeblu regionalnym, będzie go kosztować karierę polityczną lub zmusi do brutalnego, upokarzającego zwrotu o 180 stopni.
Jednym z ważnych powodów, dla których wyborcy na wschodzie Niemiec są niezadowoleni z tradycyjnych partii, jest ich polityka nieustępliwej, autodestrukcyjnej konfrontacji z Rosją i równie nieustępliwego, wręcz masochistycznego poparcia dla reżimu Zełenskiego na Ukrainie. Właśnie teraz jeden z najwyższych sądów niemieckich w końcu, w gruncie rzeczy, uznał fakt, iż Ukraina była głęboko zaangażowana w najgorszy atak na kluczową infrastrukturę w powojennej historii Niemiec – zniszczenie większości gazociągów Nord Stream. Wielu Niemców ma już dość, nie tylko na wschodzie Niemiec, ale zwłaszcza na wschodzie.
Dlatego Merz wie, iż wszelkie pozorne ustępstwa wobec Moskwy spotkają się tam ze zdrowym sceptycyzmem. Ma również solidną i zasłużoną reputację człowieka, który łamie swoje obietnice. Jego słuchacze w Halle mogli zignorować nowe brzmienie Merza, uznając je za nic innego jak tanią manipulację przedwyborczą.
I być może to właśnie było prawdą. Istnieją jednak dobre powody, by zachować otwarty umysł. Po pierwsze, Merz nie był jedynym przywódcą UE, który ostatnio przyjął bardziej pojednawczą ton. Jak zauważył rząd rosyjski, podobne oświadczenia padły we Francji i Włoszech. Przywódcy obu krajów, Emmanuel Macron i Georgia Meloni, nie mniej śmiało niż Merz stwierdzili oczywistość, a mianowicie – podsumowując – iż choćby brak rozmów z Moskwą to głupia polityka.
Nietrudno zrozumieć, dlaczego politycy UE mogą być gotowi na ponowne podjęcie działań dyplomatycznych. Ich imperialny władca w Waszyngtonie jasno dał do zrozumienia, iż wojna na Ukrainie będzie ich i tylko ich problemem, jednocześnie okazując brutalność wobec świata, w tym klientów/wasali w Europie, co jest niezwykle oczywiste choćby jak na standardy amerykańskie.
Po wojnach celnych, nowej Strategii Bezpieczeństwa Narodowego USA, Wenezueli i groźbach wobec Danii w sprawie Grenlandii, czyżby w końcu niektórzy w Europie powoli zaczęli zdawać sobie sprawę, iż największym zagrożeniem dla żałosnych resztek ich suwerenności, ich gospodarek, a także tradycyjnych elit politycznych jest Waszyngton, a nie Moskwa? Byłoby bardzo pochopne takie założenie. Ale miejmy nadzieję.
Oświadczenia, poglądy i opinie wyrażone w tym felietonie są wyłącznie poglądami autora i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy RT.
Przetlumaczono przez translator Google
zrodlo:https://www.rt.com/news/631052-russia-eu-leaders-compromise/









