Zaskoczyła mnie dziś wesoła atmosfera jaka towarzyszyła europejskim politykom w Davos, w kontekście ich rozmów o bezpieczeństwie Europy. Marcin Przydacz, prezydencki giermek, nie byłby sobą, gdyby nie wywołał tematu rosyjskiego zagrożenia w militarnego w perspektywie najbliższych lat dla Europy.
Przydacz wywołał ożywioną wesołą dyskusję o tym, iż Unia Europejska będzie gotowa na odparcie rosyjskiego ataku, choćby gdyby ten atak, jak sugerował Przydacz, miał nastąpić za dwa, trzy lata. Panowie rozmawiali o wojnie tak lekko jakby dyskusja dotyczyła wyższości irlandzkiej whiskey nad szkocką whisky w kontekście ewentualnej wieczornej degustacji. Przypomina mi to euforyczne nastroje jakie zapanowały latem 1914 roku. Wówczas nikt nie mówił o potrzebie ratowania europejskiego pokoju, członkowie obu bloków parli do wojny, a przywódcom państw wtórowały społeczeństwa, przekonane, iż dzięki wojnie oczyści się gwałtownie atmosfera w Europie. Że w perspektywie kilku miesięcy zwycięzcy rozstrzygną wojnę na swoją korzyść i pokierują losami Europy według swojej wizji.
Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja w Europie, w latach 1938-1939. Tu już nie było powodów do euforii w związku z nadciągającą wojną. choćby zaparzone w swojego wodza społeczeństwo niemieckie sam wybuch wojny przyjęło z niepokojem i dopiero skutecznie realizowany na terenie Polski blitzkrieg niósł euforię. Różnica w atmosferze towarzyszącej ostatnim miesiącom przed II wojną była inna, ponieważ wpłynęły na nią tragiczne doświadczenia i traumy doby I wojny światowej. Żyło wówczas bardzo wielu ludzi, którzy ćwierć wieku wcześniej albo sami tkwili miesiącami w okopach albo utracili najbliższych na skutek prowadzonych działań zbrojnych. Myślę, iż ta współczesna beztroska europejskich elit politycznych jest efektem braku traumatycznych doświadczeń wojennych utrwalonych we własnej pamięci.
Dzisiejsze Davos, to również wspaniały i w formie Donald Trump. Ja zadeklarowany przeciwnik metod i skutków amerykańskiej polityki zagranicznej po raz kolejny muszę pochwalić obecnego amerykańskiego prezydenta. Jest bowiem pierwszym amerykańskim przywódcą, który wprost i bez ogródek mówi o co chodzi amerykańskiej administracji w kontekście realizowania amerykańskich interesów w świecie. Dziś dowiedziałem, iż Stany Zjednoczone muszą zająć Grenlandię, ponieważ nikt tak jak USA nie zapewni bezpieczeństwa mieszkańcom tej wyspy. Idąc tym tokiem myślenia popierający Trumpa politycy PiS powinni tym bardziej poprzeć interwencję prezydenta Federacji Rosyjskiej na Krymie oraz w Donbasie. Nikt lepiej nie byłby wstanie zapewnić bezpieczeństwa mieszkańcom tych regionów niż Rosja zważywszy, iż w zdecydowanej większości mieszka tam ludność deklarująca narodowość rosyjską. Myślę sobie, iż pewnie nikt nie zapewni lepiej bezpieczeństwa ludności Tajwanu niż Chiny. Tak kształtuje się nowy rozdział w polityce światowej, ale Przydacz jest niezmiennie dalej Przydaczem czy w rządzie Morawieckiego, czy u boku Nawrockiego.
Trump to skrajny megaloman, mitoman i egocentryk. Kiedy człowiek słucha tego co mówi momentami nie może uwierzyć, iż on wypowiada daną kwestię na serio, iż to co mówi to nie są żarty. Budzi to we mnie ambiwalentne emocje, z jednej strony dzięki tej bezpośredniości wiem z kim mam do czynienia, potwierdzają się moje opinie o negatywnej roli jaką odgrywają Stany Zjednoczone we współczesnym świecie a z drugiej jego ruganie przywódców innych państw np. Kanady, Danii czy Szwajcarii są po prostu nie do przyjęcia na poziomie debaty międzynarodowej. adekwatnie w wystąpieniu Trumpa prawdziwe było tylko stwierdzenie, iż Stany Zjednoczone zwiększyły swoje zyski. Owszem, zwiększyły je, ale nie dlatego, iż są takie genialne, ale dlatego, iż zarabiają pieniądze na sprzedaży broni czy wywierając presję na inne państwa aby te kupowały od USA ropę i gaz po zawyżonych cenach oraz aby faworyzowały amerykańskie firmy.
Arkadiusz Miksa
fot. Kancelaria Prezydenta RP















