Czy to spin „maślarzy” i „koalicji 13 grudnia”, czy palenie mostów?

patrzymy.pl 4 hours ago

O tym, iż Mateusz Morawiecki rozpycha się w PiS do granic wytrzymałości prezesa Jarosława Kaczyńskiego, wiadomo nie od dziś. Jedni temu kibicują, inni publicznie oponują i to jest jeden z wielu problemów największej partii opozycyjnej. W tak nieprzyjemnej atmosferze mnożą się różnego rodzaju spekulacje i plotki produkowane przez „życzliwych” po obu stronach politycznej barykady. Zarówno frakcji „maślarzy” rywalizującej z „harcerzami”, jak i Koalicji Obywatelskiej zależy na tym, żeby Mateusz Morawiecki z PiS wypadł, a najlepiej sam z hukiem trzasnął drzwiami.

Doświadczenie życiowe i polityczne wskazuje jednak, iż wyjście z dużej partii, po to by założyć mniejszą partię, zawsze kończyło się spektakularną porażką. Obojętnie jak bardzo krytykować Mateusza Morawieckiego, a znalazłoby się wiele powodów, to trudno przypuszczać, żeby tak inteligentny i doświadczony polityk nie zdawał sobie sprawy z wyżej opisanej oczywistości. Z pewnością zdaje sobie sprawę i najlepiej świadczy o tym fakt, iż pomimo wielu podbramkowych sytuacji, które kończyły się wizytami na Nowogrodzkiej, przez cały czas PiS nie opuścił. Jak w takim razie ocenić najnowsze rewelacje medialne, podkręcane przez polityków koalicji rządzącej i części PiS, zapowiadające powstanie nowej partii Mateusza Morawieckiego? W dodatku ta nowa partia miałaby pójść do wyborów razem z PSL, na co wskazuje wspólna debata Morawieckiego i Kosiniaka-Kamysza w Jasionce! Z medialnego punktu widzenia to dość standardowy zabieg nakręcający oglądalność i „klikalność”, politycznie sprawa jest nieco bardziej złożona.

Jeśli chodzi o PSL, to absolutnie nie da się niczego wykluczyć, bo jest to najbardziej obrotowa partia na polskiej scenie politycznej. PSL potrafiła się dogadać z SLD, PO, Kukiz 15 i Polską 2050, to nie miałby większego problemu z partią Morawieckiego. Drugi w miarę racjonalny argument przemawiający na rzecz tak egzotycznej koalicji jest taki, iż obie partie samodzielnie raczej nie weszłyby do Sejmu, ale na tym racjonalne argumenty się kończą. Wspólny start Mateusza Morawieckiego i Władysława Kosiniaka-Kamysza, to spalenie wszystkich mostów i szczególnie do PSL taki wariant kompletnie nie pasuje. Najbardziej popularna anegdota o ludowcach w pełni definiuję tę formację. Na pytanie „Kto wygra wybory?”, politycy PSL odpowiadają „Nasi koalicjanci!”. Kluczowym elementem tej filozofii jest zdobycie i utrzymanie władzy, bo równie popularna anegdota to: „PSL – rodzina na swoim”.

Układ sił w nowym parlamencie jest jedną wielką zagadką, może się zdarzyć tak, iż bez PSL żadna większość rządowa nie powstanie i to powinno przesądzić od strategii tej partii. Dla PSL idealnym rozwiązaniem jest taki start w wyborach, który nie pali żadnego mostu i nie zamyka żadnych drzwi. Ewentualne porozumienie z Mateuszem Morawieckim zdecydowanie takim rozwiązaniem nie jest, bo zostanie odczytane jako zdrada „koalicji 13 grudnia” i rozpęta piekło polityczno-medialne. Nie można też zapominać o aktualnej umowie koalicyjnej na poziomie samorządowym, gdzie ludowcy konsumują najwięcej fruktów. PSL takiego ryzyka nie podejmie, tym bardziej, iż nie musi! Znacznie lepszym dla nich wariantem jest wspólny start z Koalicją Obywatelską, co wbrew pozorom nie wyklucza przejścia na drugą stronę, o ile nie zostanie utrzymana dotychczasowa większość.

Jeśli chodzi o Mateusza Morawieckiego, to po zawarciu sojuszu z PSL od razu zostałby zdrajcą publicznym numer jeden i na głosy wyborców PiS nie bardzo mógłby liczyć, w każdym razie nie wystarczyłoby tych głosów na przekroczenie progu wyborczego. Kto jeszcze poza wyborcami PiS miałby nagle pokochać Mateusza Morawieckiego, przy tak głębokiej polaryzacji? Być może jakieś sieroty po Polsce 2050, ale i to jest bardzo wątpliwe. Wyjściem z PiS Morawiecki przekreśliłby swoją karierę i wielkie ambicje, dlatego bardziej prawdopodobne jest dalsze przeciąganie liny i budowanie najsilniejszej frakcji w PiS, która będzie forsować swoje projekty. Naturalnie w polityce wszystko jest możliwe i w pewnym momencie emocje mogą wziąć górę, a wtedy nieprawdopodobne staje się rzeczywistością, ale to jeszcze nie jest ten poziom emocji.

Nie wierzymy nikomu, nie wierzymy w nic! Patrzymy na fakty i wyciągamy wnioski!

Read Entire Article