Czy cywilizacja turańska może bezkolizyjnie współistnieć z cywilizacją łacińską?

myslpolska.info 9 hours ago

Politycy i publicyści związani z liberalnym mainstreamem głoszą bliskość kulturową Polaków i Ukraińców nie dlatego, iż stoją za taką tezą jakieś argumenty. Robią tak w poszukiwaniu racjonalizacji swoich dążeń do przekształcenia jednonarodowego charakteru państwa polskiego.

Spotkałem się z argumentem, iż bliskość obu narodów wyraża się w tym, iż oba walczą z imperium. Tyle iż gdyby przyjmować takie kryterium, bliskość łączyłaby Polaków z plemionami afrykańskimi, które przeciwstawiały się kolonizatorom. Warto zastanowić się co o podobnych poglądach sądziliby wybitni naukowcy – dziś krótko odniosę się do poglądów Feliksa Konecznego. Podkreślmy tu z całą mocą – nie można bać się jakichś tez dlatego, iż są „niepoprawne”, powinno natomiast odrzucać się te, które są nieprawdziwe.

Polska debata publiczna skażona jest chorobą proporcji. Z jednej strony, nonszalancko ekstrapoluje się pojedyncze zdarzenia, tworząc uogólniające falsyfikaty. Z drugiej strony, ze zdarzeń historycznych, w których brali udział konkretni ludzie mający określone, osadzone w istniejących okolicznościach motywacje wyciąga się wnioski dotyczące innych ludzi, takich, którzy niekoniecznie z tymi pierwszymi muszą mieć cokolwiek wspólnego i mogą wcale nie podzielać ich przekonań.

Co łączy te perspektywy? Otóż, obydwie są aprioryczne, przez co narażone na błędy poznawcze. Są oparte o dowodzenie przyczyny na podstawie skutku – a przecież określony skutek może mieć bardzo wiele przyczyn. Możemy też spotkać opisy prawdziwe, ale z zupełnie innych powodów. Niestety, uczestników debaty nie ocenia się według tych kryteriów, jakie służą weryfikacji wiedzy w podczas matury z matematyki, w trakcie której przedstawienie prawidłowego równania jest równie ważne, jak wskazanie odpowiedniego wyniku.

Feliks Koneczny

Każdy kto tylko zechce, w ciągu chwili znajdzie wiele opisów ataków Polaków na Ukraińców – i każdy przeczyta kilka relacji ze zdarzeń przeciwnych (właśnie – przeciwnych czy takich samych?). Oczywiście, tłem podnoszenia agresji wobec Ukraińców jest rzekome „zagrożenie faszyzmem”, tyle iż gdyby istniała taka zależność przyczynowa, faszyzm zdarzyłby się w historii tysiące razy. Podkreślmy, iż szukają takich wiadomości ci, którzy już coś uważają – i chcą to jedynie potwierdzić.

Mamy zatem takich, którzy kilka słów za dużo wypowiedzianych przez pewnego Polaka do ukraińskiej dziewczynki na drugim końcu Polski przedstawiają jako przejaw „zagrożenia faszyzmem” – choć myśl o „wracającym faszyzmie” jest rodzajem ich wyznania wiary, a wspomniana sytuacja po prostu im się trafiła. Mamy też tych, którzy chcieliby udźwignąć nienawiść wszystkich Polaków poszkodowanych przez Ukraińców dziś i kiedyś, choć w jakichkolwiek innych okolicznościach nieszczególnie mają z tymi Polakami cokolwiek wspólnego. Żeby wypowiadać się na temat możliwości koegzystencji przedstawicieli różnych kultur czy odmiennych cywilizacji należy odrzucić pryzmaty sympatii i doraźności. Perspektywa cywilizacyjna jest po prostu rozsądniejsza i ponadczasowa. Wskutek jej przyjęcia pies przestaje wyprowadzać swojego właściciela na spacer.

Dodajmy tu, iż prawdziwy problem polega na blokadzie debaty publicznej w Polsce, trzymaniu w bezpiecznej odległości od faktów i analiz, uniemożliwieniu poznania realnego kształtu stosunków wewnętrznych na Ukrainie, zawsze posługującym się terrorem emocjonalnym („tam jest wojna”) oraz oskarżeniami („reprezentujesz ruską narrację”). Przedziwna dbałość o ukazywanie naszych sąsiadów w aureoli bohaterów nie tylko cenzuruje tematy ważne z punktu widzenia bezpieczeństwa Polski (ile mediów poruszało temat działalności „przyjacielskiego” SBU na terytorium Polski?) – ona uniemożliwia choćby pomoc Ukraińcom w oczyszczeniu się z ludzi podejmujących szkodliwe z punktu widzenia ich kraju działania. To trochę casus piewców imigracji, którzy tak bardzo skoncentrowani byli na epatowaniu wizją urozmaicających i inspirujących wielokulturowych społeczeństw, iż zapomnieli o stworzeniu mechanizmów pomagających zasymilować się z tymi społeczeństwami samym imigrantom.

Jak umiejętnie „aktualizować” myślicieli

Nie powinno się traktować myśli wybitnych choćby autorów w sposób „talmudyczny”, tzn. uznawać wybiórczo wybranych cytatów z ich twórczości jako bezwarunkowych wskazówek postępowania w innej sytuacji historycznej i geopolitycznej. Nie należy też mechanicznie przenosić na sytuację aktualną ich stosunku do konkretnych narodów czy ludzi wyrażonego w zupełnie innych uwarunkowaniach społeczno-politycznych. Kreatywna analiza powinna wyzwolić człowieka z bycia maszynką do zapamiętywania. Tak jak dobry prawnik nie musi mieć wzorowych ocen na studiach, ale powinien wygrywać rozprawy, tak skuteczny polityk musi umiejętnie interpretować stworzone wiele lat temu koncepcje, zamiast przytaczać cytaty przydatne, by podnieść rangę własnej wypowiedzi.

Zamiast bezkrytycznie powtarzać wypowiedzi postaci historycznych, możemy korzystać z modeli rozumowania, wyrażających sposób patrzenia na świat i pomagających adekwatnie ocenić sytuację polityczną. Możemy też szukać praw uniwersalnych. Teoria cywilizacji Feliksa Konecznego zawiera analizę ich rozwoju, obumierania, jak i cech konstytutywnych na przestrzeni wieków – stanowi rodzaj odczytania dziejów. Jednocześnie nie jest „prawem uniwersalnym” wskutek zadekretowania go i egzekwowania pod rygorem – w tym sensie różni się od rozmaitych nowoczesnych konstrukcji intelektualno-prawnych. Koneczny uznawany jest za jednego z najwybitniejszych historyków cywilizacji, obok Oswalda Spenglera czy Arnolda Toynbee’ego.

Dyskusja jako ksenofobia

Dzisiejsze państwo ukraińskie charakteryzuje brak rządów prawa w zachodnim tego pojęcia rozumieniu, oligarchizacja państwa, traktowanie go jak prywatnej własności elity rządzącej, uczynienie korupcji niemal znakiem rozpoznawczym. I to nie przypadki, to rezultat. Wnikliwe, a zarazem wolne od pisania „pod tezę” opisy znajdziemy choćby w publicystyce Zbigniewa Parafianowicza. Sedno semantycznych zniekształceń tkwi w usiłowaniu wywołania wrażenia jakoby to ludzie krytyczni wobec obecnego kształtu relacji polsko-ukraińskich mieli być kierowani przez jakieś irracjonalne siły i niezrozumiałe lęki (stąd rytualne sięganie po straszaka ksenofobii”). A przecież to ci, którzy występując w imieniu Polaków, a zarazem obarczając ich winą za pogarszające się stosunki z sąsiadem zdają się traktować rzeczywistość jako podstawowego wroga na drodze ich świeckiej wiary.

Tu naprawdę nie chodzi o trywialną egzaltację towarzyszącą tym wszystkim, którzy po znalezieniu informacji o Ukraińcu atakującym Polaka mają ochotę sprawić, by dowiedział się o tym świat cały. Jednocześnie jednak aż kusi pytanie o to jakie konkluzje w kwestiach tu poruszanych formułują ukrainofile – i czy w ogóle takie wnioski istnieją. Mamy udawać, iż historii nie było? Mamy uznać, iż zdarzenia historyczne, choćby powtarzalne na przestrzeni dziejów są kaprysem losu? A jak czytamy naukowców takich jak Feliks Koneczny, opisujących cechy charakterystyczne dla dzisiejszego państwa ukraińskiego wiek przed jego istnieniem to ma to mieć dla nas wartość, jaką nadajemy trafnemu wypełnieniu kuponu w Dużym Lotku? Ma tak być choćby w sytuacji, gdy – jak celnie ujmował Koneczny – historia nie jest opowieścią o przeszłości, ale o tym dlaczego teraz jest, jak jest?

Ukraina jako cywilizacja turańska

Koneczny definiował cywilizację jako „metodę ustroju życia zbiorowego”, jednak nie to co „podręcznikowe”, ale to co żywe, wywiedzione wskutek obserwacji jest u niego najciekawsze. Warto zauważyć, iż różni badacze inaczej postrzegali związki kultury z cywilizacją. O ile Toynbee te pojęcia utożsamiał, Spengler uznawał cywilizację za schyłek kultury, któremu towarzyszy konsumpcja tego co zrodziła kultura, a zarazem życie wyzute z wartości duchowych i oparte o pragmatyzm, o tyle Koneczny definiował kultury jako podzbiory w obrębie cywilizacji. Jednocześnie zastrzegał, iż o ile dwie kultury z jednej cywilizacji mogą żyć w symbiozie, o tyle współistnienie dwóch cywilizacji prowadzi do konfliktu.

Ukraińcy należą do cywilizacji turańskiej. Cywilizację turańską cechują: brak wyraźnego podziału na majątek osobisty władcy oraz własność publiczną, upaństwowienie religii, zanik indywidualizmu, który zastąpiony jest jednostajną zbiorowością czy (co bardzo istotne) brak istnienia narodów w rozumieniu wspólnot o charakterze moralnym. Brak wdzięczności za udzieloną przez Polaków pomoc i ostentacyjna bezczelność ukraińskich dyplomatów, w oczywistym sensie traktujących Polskę jako konkurencyjne państwo są tu wymowne. Wdzięczność w cywilizacji turańskiej jest zastępowana postawą roszczeniową, a dobro traktuje się jako wyraz słabości. Często słyszy się, iż na Ukrainie jest tak wszechobecna korupcja, bo istnieje tam „jeszcze młoda demokracja”. Czyli – człowiek nie umie latać dlatego, iż jeszcze nie próbował albo dlatego, iż zbyt krótko się uczył. Tymczasem warto zastanowić się czy ustrój, relacje społeczne i polityczne nie są wynikiem cech immanentnie wpisanych w daną zbiorowość, nie zaś jedynie skutkiem doraźnego kontekstu.

Przywykliśmy traktować rzeź wołyńską jako potworną, straszliwą, ale incydentalną sytuację w dziejach współistnienia Polaków i Ukraińców. A może była ona tylko wyjątkowo jaskrawym, wyniesionym do rozmiarów karykaturalnych wyrazem myślenia w kategoriach plemiennych, tak charakterystycznego dla cywilizacji turańskiej? Znamienny jest właśnie plemienny charakter przemocy, której na przestrzeni wieków dopuszczali się Ukraińcy, ale też stadna jedność, jaką ważni ukraińscy politycy wykazali po odebraniu Orderu Orła Białego prezydentowi Wołodymyrowi Zełenskiemu. Jest ona równie imponująca z powodu intuicyjnego utożsamienia z własnym państwem, jak oburzająca z powodu zbiorowego i bezkrytycznego bronienia zbrodniarzy, tylko dlatego, iż byli to „nasi” zbrodniarze.

Antytezą plemienności jest personalizm – charakterystyczna cecha cywilizacji łacińskiej. Najpełniej wyraża się w nim szacunek dla wszystkich człowieka, z jego odmiennością. Jednocześnie cywilizacja łacińska wykształciła normy pozwalające zachować odpowiedni relację jednostki do wspólnoty, zupełnie inny niż ten, który proponują zwolennicy poglądów indywidualistycznych, jak też całkowicie odmienny od tego narzucanego przez zbiorowości plemienne. Myślenie w kategoriach zbiorowych cechuje także choćby cywilizację bizantyjską. Koneczny podkreślał związek protestantyzmu z cywilizacją bizantyjską – wierni zwracają się do Pana Boga używając zaimka „my”, nie zaś „ja”.

Kłamstwa, ale nasze kłamstwa

Można napisać, iż o ile polskie feministki bronią Ukraińców, o tyle ukraińskie feministki bronią banderyzmu. Symptomatyczny był tekst Tamary Złobiny w „Gazecie Wyborczej” z czerwca tego roku. Oprócz wdzięczności, „tak jak oni ją rozumieją” za gościnę wyrażonej słowami: „Moje nastawienie emocjonalne do was zmieniło się tak bardzo, iż kiedy słyszę język polski, reaguję podobnie jak na rosyjski” (z kronikarskiego obowiązku dodajmy, iż do Rosji przed Polakami nie uciekła), pojawiło się tam porównanie Stepana Bandery z Romanem Dmowskim, a także oskarżenia Armii Krajowej o mordowanie Ukraińców. Zwłaszcza wobec roli odegranej przez Ukraińców w trakcie tłumienia Powstania Warszawskiego, jest to nie tylko nieprawdą, ale także bezczelnością. Tym niemniej należy tu zauważyć, iż poczucie przynależności (niedługo poddamy w wątpliwość czy można tu dodać przymiotnik „narodowej”) jest wśród takich osób nadrzędne wobec światopoglądu.

Zasadne wydaje się rozważenie podobnych postaw pod kątem ich „plemienności”. Zadajmy ważne, choć i brutalne pytanie czy formułowanie kłamstw na temat historii mieści się w granicach obrony własnego narodu, gdy walczy on o przetrwanie i jest atakowany. Pomińmy tu chwilowo oczywistą etyczną naganność mówienia nieprawdy. Taki pryzmat pomocny jest przy poddawaniu analizie różnic w postrzeganiu własnej zbiorowości przez Polaków i przez Ukraińców.

Istnieje wiele odmian polityki historycznej oraz narracji przyjmowanej przez kręgi opiniotwórcze na temat historii własnych narodów. Nikt nie odbiera jako czegoś niewłaściwego operowania mitami w rozumieniu schmittańskim, czyli opowieściami odwołującymi się do jakiegoś fragmentu dziejów, nadającymi mu rangę dalece wykraczającą ponad to, co wynikałoby z samej faktografii. Opowieści takie jednoczą naród i pobudzają do działania. Ich adekwatnością jest jednak to, iż nie opierają się na kłamstwach – niewątpliwie rozdźwięk zaistniałych zdarzeń ze stworzoną w nawiązaniu do nich opowieścią nie może znacząco przekraczać odstępstw od faktów powstałych wskutek przekazywania relacji między pokoleniami. Duma nie może wynikać z kłamstwa.

Także na potrzeby propagandy wojennej można skonstruować narrację opartą o selekcję zdarzeń historycznych i dobór tego co pasuje do celów tej propagandy. Jawne, w dodatku mało finezyjne kłamstwa, jak fałszowanie znaczenia rzezi wołyńskiej, oderwane od rzeczywistości wybielanie sprawców ludobójstwa czy absurdalne analogie personalne (Dmowski obok Bandery) sugerują, iż dla Ukraińców poczucie „my” wypełnia rolę, jaką dla Polaków pełni poczucie dumy narodowej – dumy opartej o rzeczywiste zdarzenia, tonowanej przez krytycyzm. Koresponduje to z tezą Feliksa Konecznego o nieistnieniu w obrębie cywilizacji turańskiej narodów, w rozumieniu wspólnot powiązanych normami moralnymi. Krytyczna afirmacja opiera się o swego rodzaju system zabezpieczeń, który uniemożliwia jej przerodzenie się w szowinizm – bezkrytyczna afirmacja nie bardzo dba o to, jaki jest ten „nasz” – bo ważne, iż „nasz”. Pewnym paradoksem jest to, iż stronnicy bezkrytycznej afirmacji znaleźli sojusznika w ludziach wykorzenionych, odwołujących się przede wszystkim do wspólnot ponadnarodowych.

Chrześcijański nacjonalizm i plemienny szowinizm

To zestawienie Bandery z Dmowskim z tekstu Tamary Złobiny jest – zupełnie niechcący – cenne, ale z innych przyczyn niż chciałaby autorka. Faktem powszechnie znanym jest, iż Ukraińcy kolaborowali z nazistami, a 220 tysięcy z nich walczyło w niemieckich mundurach podczas II Wojny Światowej. Coraz śmielej, zza kurtyny symetryzujących sloganów o „konflikcie radykałów z obydwu stron” czy „problemach z nacjonalizmami” (przyznajmy, iż od autorzy takich wypowiedzi najczęściej koncentrują się na wymyślonych przewinach Narodowych Sił Zbrojnych, nie zaś na rzeczywistych czynach Ukraińskiej Powstańczej Armii) wydobywa się prawda.

Wygląda ona tak, iż chrześcijański, demokratyczny i autokrytyczny nacjonalizm, którego ojcem-założycielem był Roman Dmowski miał tyle wspólnego z darwinistycznym, pogańskim, głoszącym pochwałę mordu i zastępującym Pana Boga narodem nacjonalizmem ukraińskim, ile ma krzesło z krzesłem elektrycznym. Nie mówimy tu po prostu o poziomie skrajności czy choćby skali przemocy – różnice są ontologiczne, całkowite, nieredukowalne i wynikające z samej istoty obydwu ruchów. Polski nacjonalizm nie mógł doprowadzić do zdarzenia takiego, jak rzeź wołyńska, natomiast nacjonalizm ukraiński znajduje w ludobójstwie najpełniejsze urzeczywistnienie. Znamiennych kontrastów jest całe mnóstwo, a jednym z nich jest ten wyrażający się w fakcie, iż w czasie, gdy przywódca Obozu Narodowo-Radykalnego, jednej z bardziej radykalnych polskich organizacji nacjonalistycznych zginął w obozie Auschwitz, Ukraińcy byli w takich obozach kapo.

W Cerkwi grekokatolickiej obchodzono urodziny Stepana Bandery – pełni ona funkcję służalczą wobec ukraińskich nacjonalistów. Wyczulonym na punkcie jakichkolwiek przejawów upolitycznienia polskiego Kościoła liberalne media na Ukrainie prawdopodobnie zaparło by dech.

Hajdamacy jako romantyczni bohaterowie

Jednak – co ma tu najważniejsze znaczenie – nie tylko zestawienie wojennych losów obu narodów, nie tylko analiza porównawcza nacjonalizmu polskiego z nacjonalizmem ukraińskim skłania do bardziej ogólnych wniosków, ale przede wszystkim wnikliwe studium adekwatności kulturowych i postępowania na przestrzeni dziejów.

Przypomnijmy, iż ataman kozacki był dowódcą wojskowym, mającym uprawnienia administracyjne i polityczne. Ten z pozoru mało znaczący fakt jest znamienny, wszak wskazuje jak oczywistą rzeczą jest w ramach cywilizacji turańskiej łączenie funkcji, ale też militaryzacja życia. Uczynienie generała Kyryło Budanowa szefem Kancelarii Prezydenta Ukrainy, a więc faktycznie drugą osobą w państwie nie powinno być tłumaczone jedynie toczącą się wojną. Dla odmiany, kierujący armią na polu bitwy i zastępujący króla w roli przywódcy hetman wielki koronny miał wprawdzie szeroki zakres kompetencji, ale dotyczyły one niemal wyłącznie kwestii związanych z armią – „niemal”, ponieważ do jego zadań należało także utrzymywanie posłów w stolicach państw sąsiednich.

Pomnik poświęcony „bohaterom” koliszczyzny na Ukrainie

Obecne wśród Ukraińców są odwołania do tradycji hajdamackiej – zaznaczmy, iż skłonność do racjonalizacji przemocy, napaści i brutalności okolicznościami społeczno-politycznymi jest niejako paralelna w przypadku wypraw hajdamackich oraz rzezi wołyńskiej. Hajdamacy, mordujący szlachtę i księży odwoływali się w ograniczonym zakresie do roszczeń narodowościowych, ale ich podstawowy deklarowany cel stanowiła walka z uciskiem chłopów. Co ciekawe, mogli z tego powodu liczyć na przychylność części polskich chłopów, którzy udzielali im schronienia. Podczas „koliszczyzny”, czyli powstania hajdamaków w 1768 roku pod dowództwem Maksyma Żeleźniaka i Iwana Gonty zamordowano ponad 100 tysięcy ludzi.

Plemienność, furia mordowania, zbiorowe opętanie uwidocznione w trakcie „koliszczyzny” wywołują uzasadnione skojarzenie z wydarzeniami, jakie nastąpiły niecałe 200 lat później. Dodajmy, iż mieliśmy do czynienia z dziką, kolektywną nawałnicą, topiącą w morzu krwi wszystkich, którzy z jakichś powodów uznani zostali za wrogów. Jakkolwiek kontekst historyczny jest niezwykle istotny i rodzaj wystąpienia zbrojnego należy brać pod uwagę przy ocenie konkretnych zdarzeń, dla Ukraińców podobny sposób działania jest historycznie typowy charakterystyczny w stopniu równym, jak dla Żydów społeczne wyizolowanie a dla Niemców imperialne dążenia. Feliks Koneczny pomaga nam zrozumieć, iż mamy do czynienia z zachowaniem uwarunkowanym cywilizacyjnie. I nie jest to zwyczajna spekulacja z pogranicza historiozofii i kulturoznawstwa.

Hajdamacy zostali uwiecznieni i przedstawieni w tonie romantyzującym w niezwykle istotnym z punktu widzenia ukraińskiej świadomości narodowej poemacie Tarasa Szewczenki pod tytułem Hajdamacy właśnie. Co ciekawe, pisał o nich także Juliusz Słowacki w Śnie srebrnym Salomei. Szewczenko wprawdzie nie afirmował kozackich rzezimieszków, nie próbował też jednak dokonać rozrachunku z krwawą przeszłością swojego narodu – jego dzieło jest swego rodzaju próbą zapisu myślenia i emocji uczestników hajdamackich wypraw. Hajdamacy byli takimi Janosikami, niekoniecznie przez wzgląd na wymiar materialny działalności, jednak występowali w imieniu ludu, dokonując grabieży. Tak Szewczenko opisywał atmosferę towarzyszącą hajdamackim rzeziom:

„Syny moje! syny moje! / Czemu wy maleńcy? / Czemu Lacha wy nie rzniecie?…” / – „Będziemy rżnąć, tatku!” / – „Nie będziecie! Nie będziecie! / Przeklęta bądź, matko/ – O, przeklęta katoliczko, / Coś ich porodziła! / Lepiej byś przed wschodem słońca / Potopiła była! / Mniej by grzechu: zmarlibyście / Nie katolikami; / A dziś, a dziś… syny moje! / Biadaż mi dziś z wami! / Pocałujcie mnie, dziateczki, / Nie ja was zabiję, / A przysięga.”

Noc świętego Bartłomieja, czyli rzeź hugenotów we Francji w 1572 najpewniej wielu liberałów chciałoby traktować jako symbol przemocy religijnej – z tej prostej przyczyny, iż sprawcami byli katolicy. Przeczytajmy zatem krótki fragment Hajdamaków, obrazujący ukraińską przemoc o podłożu antykatolickim:

„Machnął nożem / I dziatki nie żyją. / Popadały krwią oblane: / „Ojcze!” bełkotnęły, / „Ojcze, ojcze… my nie Lachy! / „My…” i zamilczały. / – „Trza pochować?” / – „ Nie potrzeba! / Oni odszczepieńcy. / Syny moje, syny moje! / Czemu wy maleńcy? / Czemu wroga wy nie rznęli? / Matki nie zabili, / Tej przeklętej katoliczki, / Co was porodziła?… / Chodźmy, bracia!”

Rzeczywistość rodem z teorii spisku

Jeśli gdzieś teorie spiskowe są opisem rzeczywistości to na Ukrainie. To co bywa gdzie indziej przedmiotem wymownych szeptów i porozumiewawczych spojrzeń, tam jest sposobem prowadzenia polityki. Wizja demokracji jako parawanu, za którym skrywają się rozmaite konszachty, gry interesów, zasłony stwarzającej dogodne warunki dla oligarchów, by dzielić między sobą ten – posługując się metaforą Henryka Sienkiewicza – „postaw czerwonego sukna” urzeczywistnia się w tym kraju.

Nie miała problemów ukraińska elita władzy z argumentowaniem na rzecz prawa do dalszego przewożenia przez Polskę nie objętych regulacjami Unii Europejskiej produktów. Argumentowano, iż naród musi otrzymywać pieniądze z tego źródła, gdyż prowadzi wojnę. Oczywiście, nie o żaden naród chodziło, bo ukraińskie przedsiębiorstwa rolnicze nie są, jak w Polsce prowadzone przez prywatnych rolników, ale przez olbrzymie agroholdingi, będące własnością oligarchów. Z tymi ostatnimi władza nie tyle musi się liczyć, co uzgadnia strategię działania. Obraz ludności podzielonej na wzór koszar, niezdolnej do troski o dobro wspólne, jak też odrzucającej wszelkie uniwersalne zasady cywilizacyjne to dokładnie taki, jaki Feliks Koneczny odnosił do cywilizacji turańskiej. Pewien mem głosił, iż „80% Ukraińców popiera prezydenta Zełenskiego – pozostali mieszkają na Ukrainie”.

Feliks Koneczny tym różnił się choćby od Oswalda Spenglera, iż ten ostatni uznawał cywilizację za stadium degeneracji kultury, zaś polski naukowiec uważał, iż kultura jest podzbiorem cywilizacji. Jednocześnie Koneczny dowodził, iż o ile dwie kultury mogą współistnieć na jednym obszarze geograficznym, o tyle w przypadku dwóch cywilizacji prowadzić to musi do konfliktu. Świat nie jest i nie będzie całością w sensie cywilizacyjnym – tezę tą podzielali choćby wcale nie odlegli od mainstreamu naukowcy pokroju Samuela P. Huntingtona, autora słynnego „Zderzenia cywilizacji” (rzecz jasna, on także był oskarżany o rasizm). Zarówno ten ostatni, jak i Koneczny mieli w sobie mnóstwo ciekawości poznawczej, którą epatują piewcy multikulturalizmu. Zarazem absolutnie nie prowadziła ich ona do postulatu mieszania ludzi z odmiennych cywilizacji.

Jacek Tomczak

Myśl Polska, nr 43-44 (25-31.10.2026)

Read Entire Article